sobota, 20 czerwca 2015

matka ekowariatka

Może powinnam napisać 'ja-ekowariatka'. To trochę śmieszne, a trochę irytujące. Ja wiem, że nie tylko ja tak mam. Ten tekst jest próbą zrozumienia i mnie i tych ludzi, którzy mają o mnie takie zdanie.

Wiem, że ekologia niektórym kojarzy się tylko z wspinaniem na kominy elektrowni. A zdrowy tryb życia to nawiedzone babsko co tydzień eksperymentujące z inną dietą i biegające w najmodniejszych butach sportowych nawet na pocztę. No i cały ten bzik na pewno kosztuje fortunę.

Nie mam fortuny. Nie mam nawet najmodniejszych butów sportowych, tylko po prostu wygodne. Z dietami nie eksperymentuję, po prostu powolutku zamieniam niezdrowe na zdrowe, jak już przekopię się przez wystarczającą ilość informacji, by uznać, że jednak to nie jest jakaś nowa moda, którą internet sam się karmi (no dobra, ja też się czasem dam nabrać, nie jestem naukowcem, ani specjalistą.... ale staram się podchodzić do tego zdroworozsądkowo;) ).


Przyznam się jednak bez bicia, że brakuje mi w tej ekologii asertywności. Lekarz zaleca posłodzić jedzenie jak dziecko nie chce jeść... a ja się nie odzywam, bo po co mi dyskusja na temat 'cukier krzepi'. Przecież wiem, że nie krzepi i staram się maluchom nie dawać. Pieluchy wielorazowe do żłobka? Ale to trzeba mieć zgodę Pani Dyrektor i zaświadczenie od lekarza, że dziecko musi... a pies drapał, przecież nie dostanę takiego zaświadczenia. Inna dieta, nie tak słodka? Przecież w żłobku układa jadłospis dietetyk! No ekowariatka! I zła matka w dodatku, bo kazali przynieść pudełeczka po danonkach, a ja zanim wywiedziałam się po danonkach, to znaczy to samo co danio? Czy danonki takie mniejsze (kiedyś były chyba..nie wiem kurczę, nie orientuję się)? No bo u nas nie jemy tego.... to już było po temacie. Ktoś dziecku pożyczył i zasiano mu rzeżuchę w pożyczonym (jakby powiedzieli, co chcą z tym robić, to bym miała prościej, a tak myślałam, że coś z tego będą budować i wymiary się liczą;) ).

A już dyskusje o proszku do prania.... ło matko. Nawet nie próbuję tłumaczyć. Tak używam. Tak delikatny. Tak. Tak. Tak. Proszę mi dać spokój pani doktor.

I z tym mi źle. Znaczy nie wiem, z czym mi gorzej....z tym, że odpuszczam, nie walczę o swoje przekonania, zadowalając się tylko robieniem 'po swojemu', po cichutku na swoim kawałku podłogi.... czy też jak już coś powiem, to od razu ląduję z tą łatką. Ja wiem, niektórzy z dumą noszą, ale jakoś...no po co mi konflikty i to jeszcze na takim tle.

A to tylko czubek góry lodowej. Nawet w rozmowach z innymi mamami dziwnie wypadam. Ot przykład:
Inna Mama - No wiesz... zakupy ciężkie, bo to woda w butelkach, soki... i sama wiesz, że problem to w bloku pomieścić...
Ja - No.... my nie kupujemy wody w butelkach i soków.
Inna Mama - To co wy pijecie? Colę?! Przecież to nie zdrowe!

No i mam do wyboru. Strzelić wykład o 'zdrowych sokach' w kartonie i piciu wody z kranu? Więc tylko półgębkiem tłumaczę, że u nas to głównie woda, a soki to od babci jeśli w ogóle. No i oczywiście kiepsko wypadam przy zbieraniu nakrętek :P A to przecież ekologiczne i pomaga innym. No trudno, nie mam, to nie dam. Specjalnie nie będę dla nakrętek tych butelek targać.

Przynajmniej teraz się powszechniej segreguje śmieci, więc już dziwnie nie wyglądamy latając z torbiszczem śmieciorów do koszy na posegregowane odpady :D

No i co raz większa moda na czytanie etykiet, robienie własnych kosmetyków lub wybieranie tych zdrowych, a nie tych lepiej zareklamowanych, więc też czasem mogę powiedzieć czego używam :)

Takie to trochę gorzkie żale wyszły, ale taką miałam potrzebę. Bo wojujące matki ekowariatki to chyba mają prościej. Na wojnie nie ma przebacz i nie ma sentymentów. A jak człowiek postanawia sobie zmieniać świat od swojego malutkiego domowego ogniska, to już nie jest to takie łatwe do przełknięcia. Przez żadną ze stron;)

5 komentarzy:

  1. Święte słowa i bardzo fajny wpis. Te walczące ekowariatki mają prościej chyba nie od dziś. A ekologia to po prostu sposób życia, bez górnolotnych słów, wyborów i chwalenia się tym na prawo i lewo ;) Chociaż ludzie już chyba mniej szalenie patrzą na tych żyjących eko bo staje się to powoli, co jest super, fajną rutyną i normalnym zachowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano też się cieszę, że eko co raz bardziej normalnieje. Mimo wszystko:)

    I dziękuję za odwiedziny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym czytała o sobie.. fajny wpis i blog. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko w pewnych granicach jest okej. Było eko też. Sama ostatnio stawiam mocniej na naturalne produkty, kupiłam sobie parę eko rzeczy i muszę przyznać, że ma to sens. Np materac ekologiczny mnie nie uczula, jak poprzednie. Zawsze miałam wrażenie, że mam przesuszoną skórę bo ciągle mnie coś "gryzło", a po zmianie materaca to ustąpiło. Podobnie ze zdrowym żywieniem, wiele się zmieniło i to na dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie kiedyś nie robiło większego znaczenia czy coś jest eko czy nie, ale jedząc zdrową żywność bez tej całej chemii mam lepsze wyniki badań i czuję się lepiej, także warto :)

    OdpowiedzUsuń