piątek, 26 kwietnia 2013

KARMIENIE PIERSIĄ - może być drogą przez mękę....można jednak wygrać

fot.: http://www.1000dni.pl
Na pewno wszystkie naoglądałyście się mnóstwa podobnych zdjęć. Ot szczęśliwa, spokojna matka z uśmiechem karmi malucha. Piękny obrazek, nie powiem....ale nijak nie przystawał do pierwszych dni po porodzie przynajmniej w moim wypadku. Wiem, że są szczęściary, które tak miały, ale wiem też, że jest wiele nieszczęśniczek, które miało podobnie do mnie. Od początku jednak zacznijmy, nie od środka. A początek miał miejsce na wiele dni przed pojawieniem się w naszym życiu Chrabąszcza.

Jak będę karmić... pora zaplanować, skoro maleńkie serduszko z wigorem bije pod moim sercem. Pora poczytać, dokształcić się... choć jakoś tak od razu skłanialiśmy się do piersi. Bezapelacyjnie jest to bowiem zdrowsze rozwiązanie, a dobro dziecka jest dla każdej przyszłej mamy dobrem nadrzędnym.

Przede wszystkim pokarm mamy ma zawsze optymalny skład dla jej dziecka. A nie tak jak mleka modyfikowane, które muszą być dobre dla wielu dzieci. Mleko mamy zmienia swój skład wraz z rozwojem malucha - czyli znacznie częściej, niż mamy wprowadzone zmiany w mleku modyfikowanym.

Wielkość piersi nie wpływa na możliwości laktacyjne, więc nie ma się czym przejmować, mleczko będzie.

Poza tym postawiliśmy na wygodę, piersi wszak mam ze sobą wszędzie, a co za tym idzie - mamy ze sobą zawsze idealne, ciepłe, gotowe od razu jedzonko. I nijakiej w sobie wstydliwości, by przysiąść gdzieś z boczku i nakarmić malucha. Przecież pierś dla mnie na ten czas straci swoją seksualność i stanie się talerzem, a czy ktoś się wstydzi talerza? Że już nie wspomnę, że w dobrym tonie nie jest nachalne zaglądanie w cudzą miskę, więc skoro ja przechodzę nad tym do porządku dziennego, to inni też powinni. I zaznaczam, że nie mam namyśli obnoszenia się z karmieniem, specjalnego i złośliwego włażenia ludziom w oczy, ale czasem jak mus, to mus. Głodny maluch nie rozumie, że powinien poczekać. Plany więc były. I według planów miało być tak przyjemnie jak na reklamach, zdjęciach... ta specjalna więź pomiędzy mamą, a dzidziusiem, ta jedność... no nie wypaliło. Płakałyśmy obie, ja bo bolało, ona - bo po prostu była głodna.


Fot. Design Pics /EAST NEWS

Dlaczego? Po pierwsze nie widziałyśmy się z Chrabąszczem przez 19 godzin po porodzie. To na pewno nam nie ułatwiło. Obie też byłyśmy zielone w kwestii karmienia. Ja nie umiałam jej przystawić. Ona nie umiała złapać, a moja spora pierś jej tego nie ułatwiała. W dodatku poznała już butelkę, a ze szpitalnej butelki (kto miał styczność, ten wie) - leci bez problemów mleczko. Po drugie nikt nam niczego nie pokazał, próbowałyśmy sobie radzić same. Efektem były popękane do krwi brodawki, głodne dziecko i płacz nas obu. Może kiepsko trafiłyśmy, ale pomocy doradcy laktacyjnego w szpitalu się nie doczekałyśmy, pani miała ważniejsze rzeczy. A pielęgniarki widząc nasze zmagania wolały przynieść butelkę (były życzliwe, nie zarzucam im też bynajmniej wygodnictwa... one po prostu nie umiały pomóc, a powinny). I w takiej histerii trafiłyśmy do domu. Akurat w sam czas na kryzys laktacyjny. Laktator nie radził sobie zupełnie. Nakładki, które doradzono mi, żeby osłonić sutek (nie miałam problemów z chowającym się sutkiem, który dziecku ciężko chwycić) - bardziej mi zaszkodziły, niż pomogły, bo choć rozmiar doradzały szpitalne specjalistki, to 'pogryziona' brodawka spuchła i nakładka dodatkowo ją poraniła. Powiem uczciwie - najgorszemu wrogowi nie życzę. Chętnie bym się w tamtym momencie poddała, ale co zrobić z tymi moimi piersiami, które prawie eksplodowały mlekiem? Na szczęście był mąż i on o nas obie walczył z uporem godnym największego podziwu:) Zorganizował pomoc doradcy laktacyjnego z prawdziwego zdarzenia (najważniejsze były przy tym nie tyle rady, co wsparcie i zrozumienie tej Pani). Oczywiście nie było różowo od razu. Po prawdzie walczyłyśmy przez bite dwa miesiące, zanim zrobiło się znośnie. Szukałyśmy pomocy wszędzie, w końcu... jakoś to wszystko poszło. Po tych miesiącach mam całe naręcze rad, które były naprawdę mądre i mogą się komuś przydać, dlatego się nimi z Wami dzielę:)


Jak się ratować przy bolących, popękanych brodawkach:
  • ciepłe kompresy - okładaj ciepłymi kompresami piersi przed karmieniem (świetnie sprawdzają się tetrowe pieluszki), ciepło rozluźnia piersi i trochę cię odstresuje - dziecku będzie łatwiej ssać:)
  • zimne kompresy - te stosuj po karmieniu (tak samo mogą się tu sprawdzić tetry), pomogą uśmierzyć ból i zmniejszą trochę opuchliznę
  • szałwia - napar z szałwi jest świetny na popękane brodawki, przygotuj go wg przepisu na opakowaniu, a potem nasączone nim gaziki przyłóż na chwilę, działa bakteriobójczo i pomaga goić się ranom
  • w szpitalu poradzono mi też Octenisept do odkażania ran i przyśpieszenia gojenia - nie mam zastrzeżeń, faktycznie działał - ale trzeba było pamiętać o umyciu piersi przed podaniem jej dzidziusiowi
  • maść Bephanten - ta sama, którą można używać na odparzenia odpieluszkowe... długo się przed nią wzbraniałam, zupełnie niesłusznie i głupio. Rewelacyjna, przyśpieszyła gojenie, łatwo się zmywa (absolutnie nie używajcie Sudocremu, którego bardzo ciężko się pozbyć ze skóry, a przecież dziecko nie powinno go jeść - mi zaleciła niezorientowana pani dermatolog:/)
  • okłady z kapusty - też podchodziłam sceptycznie, a pomagają. Trzeba tylko być systematycznym, bo to nie jest tak, że od razu zadziała, potrzebna jest seria okładów. A w przygotowaniu względnie proste:) Odrywacie kapuściany liść, rozbijacie go, by puścił sok i wkładacie do schłodzenia do lodówki lub zamrażarki (ale uwaga, żeby wam się lód z tego nie zrobił). A potem okładacie obolałe miejsca - naprawdę przynosi ulgę:)

Czego nie robić absolutnie:

  • nie stosować Sudocremu 
  • nie dokarmiać dziecka z butelki ze zwykłym smoczkiem - nie jestem mamą fanatyczną, skoro dziecko nie dojadało - dokarmiałam je, to oczywiste. Ale jeśli chcemy karmić przy tym piersią od razu zaopatrzmy się w butelkę tzw. terapeutyczną. To butelki z trudnym smoczkiem, które pozwalają zachować naturalny rytm ssania i wcale nie jest tak prosto wydobyć z nich mleczko:) Dzieci średnio je lubią, ale jeśli nie znają innych... to się bardzo nie buntują. W czym rzecz - dziecko chcąc zamknąć dopływ mleka z piersi, robi to językiem. W butelce to nie działa, jeśli ze smoczka po prostu się 'leje', no to nie pozostaje takiemu maluchowi nic innego jak ścisnąć smoczek dziąsłami. A jak już się tego nauczy, to przystawione do piersi zrobi dokładnie to samo, gdy będzie chciał chwili przerwy i... w efekcie znowu będziemy 'pogryzione'. 

Nawał pokarmu:
  • szałwia - JEDNA filiżanka i JEDNORAZOWO - pomoże ograniczyć na chwilę laktację, w sytuacjach ekstremalnych (a uważam, że ja się w takiej znalazłam, razem z tymi sponiewieranymi do granic możliwości brodawkami;) ) naprawdę się przydaje. Ale nie skuście się na nią drugi raz, jak ja to zrobiłam, bo potem odzyskanie odpowiedniej ilości pokarmu zajęło mi... no długo, dobre półtora tygodnia. 
  • dziecko - nie ma lepszego laktatora, a jeszcze jak się trafi taki dzielny i wytrwały model jak mój Chrabąszcz, to owszem, ciężko jest, ale wszyściutko pościąga, co do zastanej kropelki:)
  • tutaj również warto stosować ciepłe kompresy przed karmieniem i zimne po


Nadal karmię piersią i nawet osiągnęłyśmy z Chrabąszczem mały sukces - nie dokarmiam jej już mlekiem modyfikowanym:) Ale to też dzięki wprowadzaniu 'dorosłego' jedzonka jak mi się zdaje. I nadal nie jest tak jak na zdjęciach. Małej zaczęły iść ząbki, potrafi  solidnie wymiętolić sutek, jak ją dziąsła swędzą. Ale ja już jestem spokojniejsza, a i poziom bólu nie ten mimo wszystko co na początku:) Mogę więc uznać, że po tych wszystkich zmaganiach jestem takim domowym superbohaterem:)



A... i byłabym zapomniała. Mówię stanowcze NIE wszystkim 'specjalistom', którzy każą 'przestać histeryzować, żeby przestało boleć', którzy twierdzą, że 'mleko jest kiepskie'. Nie przejmujcie się takim gadaniem i nie pozwalajcie tak do siebie mówić. Nie wolno traktować kobiety w takiej sytuacji jak głupiej histeryczki. Jest ból, jest troska o dziecko i jest strach, czy na pewno jestem dobrą mamą, skoro myślę o tym, żeby tę mękę przerwać i dać butelkę. Nie ważne, czy postanawiasz dalej walczyć, czy nie - jesteś dobrą mamą. Dziecku jest potrzebna szczęśliwa mama przede wszystkim:) A każda mama w takiej sytuacji potrzebuje wsparcia, więc należy ją wspierać. Po prostu. A jak komuś się cisną takie słowa jak powyżej na usta - to niech sobie da spokój, niech zmilczy. Nie pomoże takim gadaniem, a tylko zaszkodzi, nie warto. 


7 komentarzy:

  1. Gratulacje "The Versatile Blogger"! :-) Zapraszam do mnie po szczegóły wyróżnienia. Pozdrawiam mamablogujepl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i chętnie wezmę udział w zabawie jak tylko wrócę do domu 'z weekendu';) Stanowczo do zabawy potrzebuję swojego komputera, a nie podsiadania na cudzym na chwilkę:)

      Usuń
  2. Ja przy pierwszym synku podobnie przeżywałam koszmar w szpitalu.... na szczęście nam pomogły nakładki a po 6 tygodniach mogłam go karmić bez nakładek (nie potrafił ssać piersi) niestety mały jadł nonstop a ja na pomysł że pierś to talerzyk wpadłam dopiero z drugim dzieckiem. Jak ktoś chce to niech się gapi, olałam to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Chrabąszcz na początku też na okrągłą dobę by wisiała u cycka, ale udało nam się wypracować system i teraz nawet 10 minut na jednej piersi wystarcza:)

      Usuń
  3. Witam:) zaglądam to od jakiegoś czasu i bardzo mi się podoba - dostałam właśnie zaproszenie do zabawy i w związku z tym "nominowałam" Cię do nagrody na uniwersalnego bloggera i również zapraszam do wzięcia udziału - więcej na moim blogu http://mamydopogadania.blogspot.com/2013/04/wyroznienie-versatile-blogger.html

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa:) I na pewno wezmę udział w zabawie...we wtorek:)

      Usuń
  4. Bardzo chciałam karmić piersią, ale wydawało się, że nie będzie mi to dane, bo pokarm nie chciał się pojawić. Nie wiem, jakby się skończyło, gdybym nie zaczęła pić lactosanu na pobudzenie laktacji. Zadziałał naprawdę skutecznie i szybko. Karmiłam później już bez żadnych stresów i problemów.

    OdpowiedzUsuń