piątek, 10 maja 2013

TYDZIEŃ INNY NIŻ WSZYSTKIE - dzień piąty i szósty

czyli energia i woda na tapecie:)



Dopiero dziś piszę, bo wczorajszy dzień był czasem bez komputera:) Tak nie do końca tylko po to, żeby oszczędzać prąd przyznam się. Ale nie zdecydowałabym się pewnie jeszcze długo, gdyby nie ta tygodniowa motywacja. Komputer więc przedwczoraj został wyłączony definitywnie i włączony dopiero dziś. Da się. Nie jest to wygodne, ale się da:) Na pewno była to oszczędność prądu, ponieważ komputer o ile jestem w domu - jest włączony praktycznie non stop. Jestem z tego pokolenia, które lubi mieć dostęp do świata (a część świata przeniosła się do sieci, temu już nikt nie może zaprzeczyć), maila, wiadomości, znajomych. Na usprawiedliwienie powiem - że radia nie słucham, telewizji też nie oglądam inaczej, jak tylko podłączając ją do komputera, żeby wygodnie film obejrzeć:)

Oprócz niewątpliwych zatem zalet w kategoriach eco - odkryłam jeszcze inną (nie zaskoczyło mnie to...:P) - jak nie rozpraszam się na kilka zajęć jednocześnie...no dobra, zawsze się tak rozpraszam, ale gdy nie mam w tym jeszcze zerkania na pocztę, czy na jakieś portale - to robota idzie szybciej i składniej. I mam czas wieczorem na poczytanie książki:) Bo mniej czas się przez palce przelewa, z internetem niestety mam tak, że jak wejdę, to jeszcze to...i to... i jeszcze sekundka jedno sprawdzę....i mija godzina. Wniosek: dla świata i dla mnie: przez kilka wyznaczonych godzin w ciągu dnia komputer będzie wyłączony (w to nie wchodzi czas spacerów z Chrabąszczem i innych wyjść).

źródło fot.: http://seekingalpha.com
A teraz środowisko, a korzystanie z internetu:P Bo to przecież nie tylko prąd nasz komputerem pożera. Nie wiem jak wy, ale ja zwykle nie myślę o tym, że tam gdzieś muszą pracować serwerownie, dzięki którym mogę w tej wirtualnej przestrzeni się poruszać... że w ogóle dzięki nim wirtualny świat istnieje. Parę lat temu była sytuacja, gdy pewien naukowiec zarzucił googlowi, że dwa wyszukiwania w jego wyszukiwarce kosztują tyle, co zagotowanie litra wody (15g CO2). Inne badania podawały, że światowy przemysł IT produkuje tyle gazów cieplarnianych, co przemysł lotniczy (ok. 2%). Wniosek jest taki, że nasza zabawa w wirtualnym świecie, którego przecież nie możemy dotknąć... jest taki zawsze nieco nierealny - ta nasza zabawa też nie jest obojętna dla środowiska. 

Oprócz tego wiele w domu zmienić nie mogłam/nie chciałam. Nie zamierzam rezygnować z prądu zupełnie, pralka czy zmywarka, to oszczędności przecież. Korzystamy z energooszczędnych żarówek (niestety, bo jak sobie pomyślę, jak wygląda ich utylizacja w Polsce - czyli wrzucam do specjalnego  pojemnika, a tam tylko słyszę 'brzdęk!'...brrr...), mamy listwy do podłączania kilku rzeczy - zwykle wyłączone. Właściwie to tylko mogłabym z czajnika elektrycznego zrezygnować i kuchenki mikrofalowej, co też wczoraj uczyniłam. Czy zrezygnuję na stałe - nie  wiem. Kuchenki prawie nie używam, tylko w wyjątkowych sytuacjach. Bardziej jest stojakiem pod chlebak:D A czajnik.... ekologiczniej grzać wodę na gazie rozumiem, a jak z ekonomią? Bo czas takiego grzania nawet z pokrywką jest dłuższy...ot zagadka do rozwiązania jak będę mieć chwilkę czasu:) Albo mi ktoś podpowie:)

W ramach wieczornych rozrywek bez prądu, które uskuteczniamy i bez tygodnia, zagraliśmy sobie wczoraj jak Chrabąszczyca poszła spać w Neuroshime:) Bardzo polecam, świetnie się gra w dwie osoby:)

Co do oszczędności wody dzisiaj:) 

Zadanie wyznaczone sobie: dopilnować, żeby prysznic nie trwał dłużej niż 5 minut:)

Poza tym staramy się nie marnować, pralka i zmywarka puszczane sa zawsze pełne. Woda do kwiatków z uprawy kiełkowej pochodzi - część wylewam, bo kiełki sporo tej wody produkuję, nie mam tyle kwiatków:P Ale spokojnie, w weekend ma powstać na balkonie ogródek maleńki, ziołowy, a że mój balkon jest bardzo podobny do piekarnika, to gwarantuję, że woda schodzić będzie cała:)

Po kąpieli Chrabąszczycy woda nie jest od razu wylewana, służy nam do mycia rąk. A że Chrabąszczyca już prawie siedzi, to wymyśliliśmy, że niedługo wybierzemy się do ikei po wanienkę dla niej (bo teraz mamy nakładkową na wannę - zbawienie dla kręgosłupa). Wiem, że nasi znajomi kąpią w wannie większe dzieci napuszczając im wody, uznaliśmy, że taka wanienka lepiej się sprawdzi, mniej wody dziecku będzie potrzeba, a będzie jej miało jakby 'więcej', nie ma się jak przewrócić, jest antypoślizgowa...i długo z niej będzie mogło korzystać:) 

Nie kupujemy wody mineralnej - pijemy kranówę, w domu jest filtr przelewowy, ja na wyjścia, spacery i wycieczki mam butelkę z filtrem (super sprawa, niedługo podzielę się zestawieniem dostępnych na polskim rynku butelek - bo są już 3 rodzaje! A kupując swoją troszeczkę się w temat zagłębiłam:).

4 komentarze:

  1. Zdecydowanie taniej wychodzi gotowanie wody na gazie niż w czajniku elektrycznym. I o wiele zdrowiej (tylko trzeba kupić czajnik emaliowany, nieobtłuczony).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba będzie Pana domu przekonać.... trochę czasu będzie potrzeba, ale ja nie dam rady? To kto?:)

      Usuń
  2. Ja poproszę o tych butelkach :) chociaż przyznam się że mineralnej nie oddam bo nasza kranówka nawet po przefiltrowaniu śmierdzi i pies jej nie rusza tak więc coś to musi znaczyć.

    Wanienka z IKEA się świetnie sprawdza- 3 dzieci moich wykąpała a kupiłam używaną po 2 i dalej jak nowa.. i prałam w niej na wakacjach i czasem pranie na balkon noszę... I Szarańcz jak raczkował to go w niej uziemiałam w kuchni żeby móc obiad ugotować... Taka wielofunkcyjna ta wanienka ale że ekologiczna jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to mnie utwierdziłaś w decyzji:) Super:)

      Usuń